Zjeść

Zjeść

7.4

Kuchnia

8.5/10

Obsługa

5.0/10

Wnętrze

9.0/10

Cena/jakość

7.0/10

Plusy

  • Świetne jedzenie
  • Ładny wystrój
  • Sympatyczna atmosfera

Minusy

  • Zbyt dużo błędów obsługi
  • Relatywnie wysokie ceny jak na "bistro"

 

Na niesamowicie ostatnio „pulsującej” scenie wegańskich restauracji w Warszawie co chwila jakieś miejsce pojawia się i znika, a stały poziom liczbowy roślinnych restauracji i barów utrzymuje się gdzieś w okolicach 50-60. Tym bardziej warto spieszyć się poznawać nowe miejsca, bo istnieje ryzyko, że długo nie zabawią (z ostatnich nowinek – Strefa Komfortu szybko zniknęła z Francuskiej, a Wege Małpa po otwarciu drugiej lokalizacji… zamknęła obie). Postanowiłem więc nie stosować się do starej zasady, aby nie odwiedzać lokali zbyt szybko po otwarciu, tylko trochę odczekać. Czy w przypadku Zjeść była to dobra decyzja?

Zjeść to nieduże bistro (cenowo – bardziej restauracja, ale zamówienia składa się przy barze, a atmosfera jest nieformalna) przy Puławskiej, na wysokości Królikarni. To okolica, która nie została jeszcze przesadnie „zazieleniona”, a wspomniana wyżej Wege Małpa przy Racławickiej niedawno się zamknęła. Tak więc rejon z potencjałem. Lokal, jak wspomniałem, nie jest przesadnie duży, ale też nie klaustrofobiczny. Kilka stolików, bar, przeszklone witryny na Puławską, ładny, kolorowy wystrój. A jak kiedyś zabraknie dla Was miejsca, zawsze możecie iść do eko-sklepu za ścianą i kupić sobie wegańskiego batona.

Restaurację odwiedziliśmy późnym popołudniem/wczesnym wieczorem. Zrobiłem rezerwację (przez Messengera, sprawnie i bezproblemowo), ale okazało się, że – o tej porze – niepotrzebnie, bo w stolikach mogliśmy wybierać. Jednak w czasie naszego pobytu w lokalu mocno się zagęściło i po 20:00 wszystkie miejsca były już zajęte. Zamówiliśmy dwie przystawki, dwa dania główne i dwa piwa. Nie jest to bez znaczenia dla dalszej części historii, ale na razie skupię się na smakach.

Przekąski – ziemniakowe łódeczki z keczupem (gorrrące) i krążki cebulowe – okazały się bardzo smaczne. I ładnie podane. W kwestii dań głównych na początek potrzebna jest jednak mała dygresja. W epoce coraz popularniejszych „niemięs” aka „niems”, czyli roślinnych zamienników mięsa, mających jak najdoskonalej je udawać, główna linia frontu (przynajmniej na rynku polskim) przebiega między produktami firmy Linda McCartney Foods oraz Beyond Meat. W Zjeść stawiają na Lindę. I – przynajmniej tak rozumiem menu – dodają ją w różnych postaciach do praktycznie wszystkich dań głównych. Mamy więc wegański lokal z wybitnie „mięsną” kuchnią – osoba przywiązana do nieroślinnego odżywiania może więc bez większych obaw zjeść tu coś co „zna”, zaś weganin – wgryźć się z nostalgią w coś, co przypomina mu smaki i faktury, które z takich, czy innych powodów odrzucił/a.

Po dłuższej refleksji i rozkminie, zdecydowałem się na solidnego niemieckiego „wursta”. W sumie byłem całkiem ciekaw, jak wypadnie wegańska wariacja na temat tłustej kiełby. Żal mój był duży kiedy okazało się, że akurat tego dania nie ma i pięć minut myślenia nad kartą jak krew w piach. W tej trudnej i niekomfortowej sytuacji wybrałem najbezpieczniejsze (i „referencyjne”) wyjście, jakim okazał się burger. Okazał się on jednak nie tylko wyjściem bezpiecznym, ale też wejściem do krainy umami-sztosu. Lindowy kotlet wzbogacony był wędzonym tofu, opiekaną cebulką i pomidorami – smakowy cios, omnomnom i pyszka. Co ciekawe, w Zjeść serwują burgera fikuśnie, z odwróconą górną połową bułki, co implikuje „restauracyjny” sposób zjedzenia go i nie skłania do prób wepchnięcia całego do ust, na fastfoodową modłę. I dobrze, bo byłoby trochę szkoda, akurat tym burgerem warto się podelektować. Pad Thai mojej współbiesiadniczki też podobno był dobry, ale „niemsa” nie było w nim wiele (dla niektórych to zaleta).

No to była beczka miodu, a teraz łyżka dziegciu. To obsługa. Sympatyczna, uśmiechnięta i życzliwa, ale niestety przydałoby się jej gruntowne szkolenie. Po kolei: przy zamówieniu dużego i małego piwa, obsługujący kasę chłopak nabił dwa duże, po czym kolega pomagał mu wycofać jedno z nich („on się uczy”). Następnie na stół wjechały dania główne i jedna przystawka, druga zaś gdzieś zaginęła. Po wyartykułowaniu pewnego zaskoczenia, nasze dania trafiły pod „taką specjalną lampę”, dzięki czemu faktycznie były nadal ciepłe (ciepłe były też te ich elementy, które normalnie podgrzewane być nie powinny, np. sałata), a my czekaliśmy jeszcze dobrych parę chwil na drugą przekąskę. No i pointa – piwo „wycofane” na początku z zamówienia i nieskonsumowane jakimś trafem znalazło się w ostatecznym rachunku. Zorientowałem się, kiedy już zapłaciłem (zawsze uważnie czytajcie rachunki!), więc po chwili namysłu po stronie obsługi dostałem zwrot gotówką (nie cierpię gotówki) z niemrawo wyrażonym żalem (trudno mówić o przeprosinach). Szczerze mówiąc – smuteczek. Mam nadzieję, że to choroba wieku dziecięcego i że w przyszłości Zjeść będzie równie miło zaskakiwać obsługą jak wystrojem i smakami. Na razie czynnik ludzki ciągnie ocenę w dół.

AKTUALIZACJA: Zjeść proponuje odbiór osobisty oraz dostawę – zamówienia można składać telefonicznie lub na stronie internetowej restauracji.

Zjeść, ul. Puławska 138, tel. 536106398, WWW

Zjeść

ładowanie mapy - proszę czekać...

Zjeść 52.190992, 21.024047 Zjeść
Co sądzisz? Skomentuj!
Pan Tapir

Pan Tapir Autor

100% roślinożerca, przemierza warszawskie szlaki restauracyjne - od squatów po Gault&Millau - w poszukiwaniu nieoczywistych smaków i zaskoczeń. Kiedyś zjadł flaczki. Niecierpliwie czeka na dzień, w którym krakowski Vegab otworzy filię w stolicy.