Amerykańska

  • Szklarnia

      Do sadybiańskiej Szklarni trafiliśmy po spacerze uliczkami tego miasta-ogrodu. Gdyby wizyta była spontaniczna, entuzjazm (na wejściu) pewnie byłby nieco większy. Niestety – wcześniej próbowałem uzyskać od obsługi informacje na temat menu. Lokal serwuje bowiem potrawy wegetariańskie i wegańskie, ale próżno w dostępnym online menu szukać informacji na temat tego, które są którymi. Skontaktowałem się

  • Papa John’s (Inflancka)

      Jakiś czas temu miałem przyjemność testować wegańskie pizze z „szerem” w mokotowskim lokalu Papa Johns przy Postępu, nieopodal Mordoru. Były naprawdę dobre, ale – jak to bywa z „proszonymi” wizytami – zawsze gdzieś z tyłu głowy pozostaje wątpliwość, czy aby nie zrobili „lepiej” specjalnie z okazji blogerskich testów. No więc kiedy nadarzyła się okazja

  • Zjeść

      Na niesamowicie ostatnio „pulsującej” scenie wegańskich restauracji w Warszawie co chwila jakieś miejsce pojawia się i znika, a stały poziom liczbowy roślinnych restauracji i barów utrzymuje się gdzieś w okolicach 50-60. Tym bardziej warto spieszyć się poznawać nowe miejsca, bo istnieje ryzyko, że długo nie zabawią (z ostatnich nowinek – Strefa Komfortu szybko zniknęła

  • fot. J. Fronczak No Problem

      Bodajże od czasu startu Wegeguru (wówczas Wegemama) żaden nowy wegański lokal w Warszawie nie budził tylu emocji. Bo „punkowo”, a jednocześnie nie-squatowo, z otwartością na młodych, starych, niepełno- i pełnosprawnych, mniejszości i większości, bo chefuje tu Maja Wirowska (wcześniej m.in. Ambasada, Vegelabb, Leonardo Verde), bo – wreszcie – w bardzo dobrej lokalizacji, przy Brackiej,

  • Papa John’s (Postępu)

      Choć w ostatnich dniach dużo uwagi poświęca się promocji wegańskiego „niemsa” w dwóch sieciach burgerowni, to w pizzeriach Papa John’s dzieje się coś równie interesującego dla osób stosujących dietę roślinną (lub z nietolerancją laktozy). Amerykańska sieciówka (choć w tym wypadku słowa „sieciówka” zdecydowanie nie należy traktować pejoratywnie) wprowadziła bowiem do swojego asortymentu szkocki roślinny

  • Kura

      Umówmy się od razu: Kura to nie miejsce, gdzie pójdziecie na randkę albo na posiedzenie z dawno nie widzianymi znajomymi. Nie ma tu za bardzo opcji, żeby głęboko patrzeć sobie w oczy lub godzinami nadrabiać towarzyskie zaległości. W lodówkach, według moich obserwacji, brakuje alkoholu, trzeba mieć to na uwadze planując spędzanie czasu. Nie polecam

  • Stixx Bar & Grill

      Stixx to miejsce wyjątkowe. Określenie „Bar & Grill” w nazwie nie zapowiada ogromnej, zadbanej przestrzeni, którą zastaniecie na pl. Europejskim, i dopracowanej w każdym szczególe kuchni. Nie dajcie się zwieść pozorom – najwyraźniej bar i grill można zorganizować także w wersji prestiżowej. Lokal pomieści do 1000 osób (sic!), więc jest idealnym miejscem na zamknięte

  • Evil Steakhouse

      LOKAL ZAMKNIĘTY. Nieczęsto bywam w takich miejscach jak Evil Steakhouse. Owszem, lubię skubnąć czasem trochę mięsa, jednak to miejsce jest mięsne na wskroś – lojalnie uprzedzam wszystkich wegan, że nie mają tu czego szukać. Podejrzewam, że gdyby zająknęła się z pytaniem o mleko roślinne do kawy, to momentalnie wszyscy w lokalu zamilkliby i spojrzeli

  • Warsaw Burger Bar

      Lokal w zagłębiu knajpowym na Pięknej, tym razem z burgerami. I to są takie w punkt burgery – nic specjalnego, ale jeśli kogoś złapie ochota na kawał wołowiny upchnięty w bułce i frytki, to nie wyjdzie zawiedziony, a tym bardziej głodny, bo porcje są spore i sycą na dłuższy czas. Wersja „francuska” okazała się

  • La Chica Sandwicheria

      La Chica Sandwicheria jeszcze parę miesięcy temu była foodtruckiem i w końcu właściciele dorobili się stacjonarnego lokalu na Powiślu (i jak teraz porównuję menu, oznaczało to również niestety skok cen w górę o kilka złotych). Od razu ruszyli z kopyta z promocją i zachęcona ich fantastycznymi kompozycjami oraz przeapetycznymi zdjęciami kanapek wypchanych po brzegi

  • Jeff’s

      Pamiętam, że do Jeff’sa zdarzało mi się chodzić na początku studiów, gdy ktoś rzucał pomysł, że może byśmy zjedli kawałek wołowiny. Wiadomo, że w tej knajpie nie serwują kotletów z wybieganych po łące szczęśliwych krów, ale przynajmniej była to opcja z powiewem luksusu jak na studencką kieszeń. Co prawda ja nie do końca kupuję