Veg4Seasons

Veg4Seasons

8.4

Kuchnia

9.0/10

Obsługa

8.0/10

Wnętrze

7.0/10

Cena/jakość

9.5/10

Plusy

  • Pyszne bliskowschodnie jedzenie
  • Przyjemne, kolorowe wnętrze
  • Świetny stosunek ceny do jakości

Minusy

  • Mikroskopijny lokal
  • Brak toalety
  • Zimne napoje tylko w plastikowych butelkach

 

Po przekroczeniu pięćdziesiątki (knajp, nie lat) warszawska scena wegańska zaczęła dość mocno „pulsować” – niektóre nowe lokale nie wytrzymały biznesowej próby (rekord „krótkiego dystansu” przypada chyba Paprotce, która po zaledwie kilku miesiącach przekształciła się w zwykłego „chińczyka”), ale też cały czas powstają kolejne – i niektóre z nich pozostają w gastronomicznym pejzażu miasta na stałe. Veg4Seasons istnieje dopiero chwilę, ale mam nadzieję, że w ostatecznym rozrachunku trafi do tej drugiej kategorii.

Nominalnie przy Tamce, faktycznie przy Topiel, dwa kroki od pobliskiego hostelu i cztery od budowanego hotelu, niedaleko Wisły, od BUW-u zaś 9 minut piechotą. Lokalizacja nie jest więc zła. Niezłe (bardzo niezłe!) jest też jedzenie, ale o nim za chwilę. Najpierw lokal. A ten jest mikroskopijny – w środku jeden stolik (de facto dwa połączone), przy którym usiądzie maksymalnie 4-5 osób, na zewnątrz jeszcze jeden malutki. To wszystko skłania do potraktowania Veg4Seasons bardziej jako „okienka” z wegańską kuchnią syryjską. Wnętrze jest jednak jasne, pomalowane w wesołe kolory, można tu przyjemnie usiąść, jeśli jest miejsce. Z jednym zastrzeżeniem – już w majowy słoneczny dzień było naprawdę gorąco. Mam nadzieję, że właściciele pomyślą o jakimś chłodzeniu – i ze względu na gości, i na siebie.

Zjeść można tu dokładnie to, co kojarzy Wam się z roślinnymi daniami bliskowschodnimi – czyli przede wszystkim falafel w licznych odsłonach: w kanapkach np. z bakłażanem, bobem, granatem, oliwkami, wegańskim serem albo ananasem, ale też w postaci dań na talerzu. Poza tym baba ghanoush, hummus, bób, dolma, mutabal. Są też sałatki (np. tabule albo fatusz) oraz rozkosznie słodkie baklawy. W kwestii picia natomiast szału nie ma – herbata, kawa i napoje w plastikach. Ponieważ jest to malutkie prawie-okienko, dania są serwowane na jednorazowych naczyniach z plastikowymi sztućcami. Plastik na minus, ale mam nadzieję, że wkrótce zastąpią go alternatywne tworzywa. Wspomnę jeszcze o uroczych błędach ortograficznych w menu – przypomina się klimat pierwszego wcielenia Falafel Żudi (jak zapewne wiecie, od kilku miesięcy lokal jest w rękach nowych właścicieli, zachował jednak wegański charakter). I coś mi się wydaje, że to skojarzenie z początkami baru pod Rondem Waszyngtona nie jest przypadkowe.

Smakowo (i „objętościowo”) jest bardzo w porządku! Hummus mają delikatny i kremowy, falafele kruche i pełne smaku, warzywa w sensownych (dla osób lubiących jedno albo drugie) proporcjach świeżych oraz kiszonek. Spróbowałem też dania z bobem – pycha! Na deser zostaliśmy poczęstowani bliskowschodnimi słodkościami, które – jak ta baklawa na torcie – sprawiły, że do wieczora nie byłem już ani trochę głodny. A te wszystkie dobroci (plus frytki oraz herbata w tekturowym kubeczku oraz woda w – niestety – plastikowej butelce) za niecałe pięć dyszek na dwie osoby (słodycze dostaliśmy gratis).

Mam nadzieję, że Veg4Seasons dobrze sobie poradzi na niełatwym w końcu rynku. Słyszałem, że lokal planuje niedługo ruszyć także z dostawami, co wydaje mi się bardzo sensownym rozwiązaniem. Śledźcie ich i zajrzyjcie na Topiel, bo warto!

ul. Tamka 22/24 (od strony ul. Topiel), tel. 730 791 655, FB

Veg4Seasons

ładowanie mapy - proszę czekać...

Veg4Seasons 52.237623, 21.026099 Veg4Seasons
Co sądzisz? Skomentuj!
Pan Tapir

Pan Tapir Autor

100% roślinożerca, przemierza warszawskie szlaki restauracyjne - od squatów po Gault&Millau - w poszukiwaniu nieoczywistych smaków i zaskoczeń. Kiedyś zjadł flaczki. Niecierpliwie czeka na dzień, w którym krakowski Vegab otworzy filię w stolicy.