TooThai

TooThai

7.9

Kuchnia

8.0/10

Obsługa

6.0/10

Wnętrze

9.0/10

Cena/jakość

8.5/10

Plusy

  • świetny stosunek ceny do jakości
  • przestronny, kolorowy lokal
  • większość dań świetna
  • szeroki wybór koktajli

Minusy

  • mało przyjazna obsługa
  • dość drogie alkohole

 

TooThai zajęło przestronny, ale do tej pory często zmieniający właścicieli lokal na rogu Wilczej i Poznańskiej – z tego co pamiętam kiedyś była tam Tortilla Factory, potem zmieniona w gin bar, by w końcu wylądowała tam kuchnia tajska z długą listą koktajli (spora część na bazie ginu – te zapasy alkoholu zostały chyba jeszcze po Grizzlym!). Nie, żeby nam tajskiego w Warszawie brakowało, bo to wyjątkowo popularny kierunek kulinarny w ostatnich latach, ale akurat TooThai jest godne uwagi. Jest luźno, bardzo kolorowo, wieczorami też imprezowo, a ceny dań nie przekraczają trzydziestu złotych. To zdecydowanie dobry układ, jak na miejsce, gdzie przychodzi się podjeść i popić.

Zróbmy szybki przegląd menu, bo w trakcie trzech wizyt zjadłam niemal wszystko, co dostępne w tym lokalu. Przystępne ceny (od kilkunastu złotych!) zachęcają, by nie poprzestać na jednej potrawie, zwłaszcza polecam wybrać się większą ekipą i pozamawiać połowę karty z zamiarem dzielenia się. Większość dań znakomicie nadaje się do próbowania przez kilka osób (są sataye, dim sumy, thai rollsy i takie tam), ale na upartego można wspólnie jeść i sałatkę. A warto, bo te tootaj (hehe) są wyśmienite.

Co polecam? Taniego sataya (18 zł) z wątróbki w mleku kokosowym, bo wątróbkę kocham wszędzie i zawsze, a ta tutaj jest mięciutka i soczysta, wspomniane już sałatki – ta z pomelo i cukinii (21 zł) jest idealna na upały, ale prawdziwa egzotyka to sałatka z tajskiego białego grzyba z wieprzowiną (23 zł). Są aromatyczne, ale jednocześnie lekkie, doskonałe na zagryzkę dla takich konkretów jak tłuściutki boczek z sosem z wędzonej śliwki węgierki (24 zł). Jeśli nie jesteście ortodoksyjni w kwestii tatara i dopuszczacie odstępstwa od jedynej słusznej wersji z kiszonym, surowym żółtkiem i grzybkami, to zainteresujcie się tutejszym z miso, kolendrą i wiórkami kokosowymi (26 zł). Poezja, takiego tatara mogłabym jeść codziennie! Pyszne i delikatne są też dim sumy krewetkowo-wieprzowe (18 zł). Najlepszy stosunek jakości do ceny mają chyba thai rollsy z warzywami i omletem (18 zł, porcja ogromna), ale w smaku są niestety podobnie przezroczyste jak papier ryżowy, w które zostały owinięte. Niemniej jednak działają jako tania opcja fit pod tym adresem. Końcowo polecam cudnie doprawione i kremowe curry, choć nie wszyscy moi znajomi byli równie zachwyceni jak ja – najwyraźniej kwestia gustu. Zastanówcie się jednak dwa razy nad krewetkami z ananasem i tajską bazylią, bo choć smak jest niezły, to porcja raczej niewielka (29 zł).

Sprawdzajcie też lunche – w wybranych godzinach do dowolnego dania z karty dostaniecie zupę dnia gratis. Oferta jest tym lepsza, że w takim układzie unikniecie ryzyka przypadkowego przeglądu restauracyjnej lodówki na obiad, tylko w lepszej cenie zjecie zestaw trzymający jakość potraw podawanych poza lunchem. Aż żałuję, że już nie pracuję w tej samej kamienicy – niestety zmieniłam pracę, zanim TooThai na parterze otworzyło swe podwoje. Jestem pewna, że byłabym tu częstym gościem!

Uff, tyle o jedzeniu, w kwestii alkoholi mam już mniej do powiedzenia – szczególnie zasmakował mi koktajl truskawkowy Freckles, taki niezobowiązujący, różowy, przemiły. Prosecco jakby co też jest, w cenach znacznie przyjemniejszych niż drinki (ok. 12 zł, ale już niestety nie pamiętam dokładnie).

Miejsca jest dużo, pomieszczą się wszyscy, choć przy tłumie robi się nieco tłoczno przy barze, a obsługa jednak nie zawsze ogarnia co się dzieje. Podczas ostatniej wizyty w pięć osób był problem z donoszeniem sztućców, z doliczeniem ile my właściwie czego zamówiliśmy, i jakoś miałam ogólne wrażenie, że nikt specjalnie nie cieszy się z naszej obecności w lokalu.

Jeszcze słówko o wystroju – tak zwany mocno instagromowy. Nasycone barwy, przepiękne ręczne malowidła na ścianach autorstwa Bartka Kiebłowicza, do tego dużo świateł, lampek, drogowskazów, kabli i innych streetowych gadżetów. Jednocześnie jest to na tyle ogarnięte, że nie sprawia wrażenia bałaganu. Podziwiam tego, kto to wymyślił – może podobnie pomoże mi zaaranżować mój artystyczny nieład w mieszkaniu…

ul. Wilcza 46, 500 420 386, FB

TooThai

ładowanie mapy - proszę czekać...

TooThai 52.224463, 21.012468 TooThai
Co sądzisz? Skomentuj!
Chjena

Chjena Autor

Wątróbkę popijam mlekiem sojowym, o które potrafię pytać w takich miejscach jak Wars czy bufet sądowy. Istnieje niewiele rzeczy, których bym nie zjadła i należą do nich flaczki. W kuchni najważniejszy jest dla mnie pomysł i zaangażowanie, bo pasja to najlepsza przyprawa. Przejawiam nadmierne upodobanie do cekinów i panterki.