The Bell

The Bell

7

Kuchnia

7.0/10

Obsługa

7.0/10

Wnętrze

7.0/10

Plusy

  • piękny taras
  • kuchnia
  • elegancki, ale niezobowiązujący wystrój

 

The Bell odwiedziłam z okazji jesiennej edycji Restaurant Weeku. Jakiś czas temu obiecywałam sobie, że już z tej promocji korzystać nie będę, bo rzadko kiedy z restauracji wychodzę ukontentowana festiwalowym podejściem właścicieli, ale jednak w końcu się złamałam. Wizyty w The Bell nie żałuję, choć jednocześnie nie mogę powiedzieć, by powaliła mnie na kolana.

Restauracja znajduje się na urokliwym skrzyżowaniu Francuskiej i Zwycięzców i musi być szczególnie warta odwiedzenia latem, bo taras ukryty pod roślinnością aż kusi, by posiedzieć na nim w promieniach słońca z lampką wina. Samo wnętrze też jest bardzo przyjemne, stonowane, ale nie nudne. Obsługa była początkowo dość sztywna, jednak na koniec już się z panią tak zaprzyjaźniliśmy, że dostaliśmy nawet halloweenowe przysmaki na wynos, wykonane przez dzieci w ramach kulinarnych warsztatów. Super inicjatywa!

Obiad z Restaurant Weeku rozpoczął się podaniem ceviche z łupacza na przystawkę – według mnie danie ciekawe, jednak trochę za dużo przy nim kombinowania, W zasadzie każdy ze składników na talerzu był dość egzotyczny dla kubków smakowych, a połączenie ich wszystkich w jedną całość wywołało istną kakofonię. Pozycja zdecydowanie dla tych, którzy lubią poważne eksperymenty w kuchni.

Drugie danie to już bezpieczna klasyka – delikatny filet z sandacza z warzywami lub gołąbki z kaczki. Obie opcje smaczne, z wyraźnym domowo-niedzielnym posmakiem. Tego typu obiad możemy dostać na proszonej wizycie u rodziny, jeśli mamy wśród krewnych kogoś, kto umie i lubi gotować. Odniosłam wrażenie, że przystawka skumulowała w sobie całą możliwość zaskakiwania gościa podczas posiłku, by następne danie mogło już wyłącznie uspokajać po mocnym starcie.

Deser też dość klasyczny, ale absolutnie pyszny – niby prosta szara reneta z lodami i karmelizowaną marchewką, jednak piękne podanie i zabawa formą zdecydowanie wyróżniło z pozoru zwyczajne smaki.

Nie wahałabym się wrócić do The Bell na obiad czy kolację z rodziną, na jakieś bardziej zobowiązujące okazje niż codzienne wypady do knajpy, podczas których w dalszym ciągu nie ma jednak konieczności noszenia białej koszuli i obcasów. To takie poprawne miejsce, lecz w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

ul. Zwycięzców 21, 533 210 222, FB

The Bell

ładowanie mapy - proszę czekać...

The Bell 52.231541, 21.054998 The Bell [1], [2]
Co sądzisz? Skomentuj!
Chjena

Chjena Autor

Wątróbkę popijam mlekiem sojowym, o które potrafię pytać w takich miejscach jak Wars czy bufet sądowy. Istnieje niewiele rzeczy, których bym nie zjadła i należą do nich flaczki. W kuchni najważniejszy jest dla mnie pomysł i zaangażowanie, bo pasja to najlepsza przyprawa. Przejawiam nadmierne upodobanie do cekinów i panterki.