Syryjka

Syryjka

8.4

Kuchnia

9.0/10

Obsługa

8.5/10

Wnętrze

7.0/10

Cena/jakość

9.0/10

Plusy

  • Pyszne jedzenie
  • Doskonały stosunek ceny do jakości

Minusy

  • Toaleta typowo "barowa"

 

Syryjka to barek. Nieduży, wręcz niepozorny, choć nawet całkiem przytulny. Obok gwar Puławskiej, L’Arc pręży po sąsiedzku pierś pełną wyróżnień. A w Syryjce, w myśl zasady „food is love”, robią swoje. Swoje falafele, hummusy, muhammary i inne bliskowschodnie pyszności. W większości wegańskie, choć kilka pozycji wegetariańskich też się w karcie znajdzie.

Choć karta jest obszerna, a wybór trudny, to podczas pierwszej wizyty postawiłem na danie „referencyjne” – „Talerz Syryjki na wypasie”. Rzeczywiście okazał się on wypasem! Na jednym z talerzy (bo nazwa pozycji powinna mieć liczbę mnogą – „wypasione talerze Syryjki”) znalazły się trzy obfite porcje past – hummus (bardzo dobry), muhammara (jeszcze lepsza) i mutabbal (wybitny), udekorowane oliwkami. Na drugim – bardzo zacne falafelki, roladki z bakłażana też wyborne, marynaty (w tym ultraostre papryczki), świeży ogórek i pomidor. Oraz miseczka z tabbouleh. W standardzie do tej obfitości podawana jest jedna pita – my zamówiliśmy od razu dwie, a potem dobraliśmy jeszcze trzecią, bo samych past było znacznie za dużo na jedną pitę (albo i na dwie). Muszę powiedzieć, że owym „wypasem” za 39 złotych polskich dwie osoby najadły się do syta, a zestaw praktycznie nie miał słabych punktów, było przepysznie. Kawa z kardamonem, parzona zgodnie ze sztuką w tygielku, doskonale pomogła „ułożyć” kolację. Na słodycze (wszystkie są tu wegańskie) już się nie skusiłem z przyczyn czysto logistycznych – nie wepchnąłbym w siebie nawet kawałka bakławy.

Syryjka zasługuje na bardzo gorące polecenie. Czuje się tu ducha bliskowschodniej gościnności, jedzenie jest świetne, obsługa sympatyczna, a ceny bardzo przystępne.

ul. Puławska 20, tel. 507 038 440, WWW

Syryjka

ładowanie mapy - proszę czekać...

Syryjka 52.207790, 21.021550 Syryjka
Co sądzisz? Skomentuj!
Pan Tapir

Pan Tapir Autor

100% roślinożerca, przemierza warszawskie szlaki restauracyjne - od squatów po Gault&Millau - w poszukiwaniu nieoczywistych smaków i zaskoczeń. Kiedyś zjadł flaczki. Niecierpliwie czeka na dzień, w którym krakowski Vegab otworzy filię w stolicy.