Shuk

Shuk

7.4

Kuchnia

6.5/10

Obsługa

7.5/10

Wnętrze

8.0/10

Cena/jakość

7.5/10

Plusy

  • szeroki wybór dań
  • wszystko wegetariańskie
  • ładny wystrój
  • odpowiednie dla grup

Minusy

  • nie wszystkie dania udane
  • jak na kuchnię wegetariańską nie najtaniej

 

Shuk odwiedziłam ze sporą częścią szacownej redakcji Smacznej Skórki jakieś półtora roku temu i zgodnie wówczas orzekliśmy, że to była udana wizyta. Na Ochotę niestety mi nie po drodze, więc powrót nieprędko się zdarzył, ale gdy ostatnio kolega zarządził, że spotykamy się większą grupą na kolację w Shuku, bardzo się ucieszyłam. Nie tylko z tego względu, że miałam smaka na serwowane tu frykasy, lecz także z tego względu, że utrzymanie się tego typu lokalu z dala od centrum wcale nie jest takie oczywiste i należy ten fakt poczytywać za sukces. Potem trochę przeklinałam pod nosem, jak w chłodną noc marcową musiałam udać się aż na skrzyżowanie z Dickensa, no ale warto było.

Uwielbiam wystrój w Shuku – spora sala, na środku znajduje się ogromny stół dla dużych grup ludzi, a po kątach poustawiano miejsca na bardziej kameralne okazje. Na widoku wspaniale wyposażony bar, jest trochę bliskowschodnio, jakieś ozdobniki czy palmy, ale też całkiem elegancko. W karcie mamy spory wybór mezze, tureckie pidy, szakszuki z różnorakimi dodatkami, no co tam w klimatach arabskich, tureckich czy izraelskich serwują. Ważna wiadomość: całe menu jest wege!

Zamawiamy smaczne pasty, które jednak okazują się nieco mniej zachwycające, niż zapamiętałam (kiedyś szał robiła ta z pieczonej papryki, teraz była okej, ale bez przesady). Hummus za to pierwszoklasowy. Rozczarował mnie trochę bowl, bo wbrew pozorom do zrobienia dobrej michy nie wystarczy losowe wrzucenie składników (spróbowałam zrobić tak w domu i wiecie co? nie wyszło). Tutaj połączenie mango, tofu, ryżu, orzechów, awokado i paru innych zapowiadało się obiecująco, ale skończyło się niestety dość bezpłciowo. Za 31 zł nie jest to najlepszy deal, za tę cenę (a nawet chyba niższą) dostaniemy bowla w Raju w Niebie, który rozkocha nas w sobie od początku do końca.

Mimo zawodu na polu kuchennym, traktuję to raczej jako wypadek przy pracy, bo pamiętam z poprzedniej wizyty cudnego bakłażana faszerowanego tahini i ziołami, więc wiem, że potrafią zrobić jedzenie dobrze. A dla dużego wyboru dań, ładnego wystroju, miłej i cierpliwej obsługi, ładnej okolicy (placyk przed Shukiem musi być pięknie zagospodarowany w sezonie letnim), można trochę wybaczyć. Pewnie więc znów kiedyś zawitam w Shuku, przeklinając, że to tak daleko od centrum.

ul. Grójecka 107, 22 415 25 45, FB

[Google_Maps_WD id=130 map=130]

Co sądzisz? Skomentuj!
Chjena

Chjena Autor

Wątróbkę popijam mlekiem sojowym, o które potrafię pytać w takich miejscach jak Wars czy bufet sądowy. Istnieje niewiele rzeczy, których bym nie zjadła i należą do nich flaczki. W kuchni najważniejszy jest dla mnie pomysł i zaangażowanie, bo pasja to najlepsza przyprawa. Przejawiam nadmierne upodobanie do cekinów i panterki.