Rano

Rano

7.8

Kuchnia

9.0/10

Obsługa

7.0/10

Wnętrze

7.0/10

Cena/jakość

8.0/10

Plusy

  • pyszne wypieki
  • dobra kawa
  • fajny klimat małej, lokalnej piekarni

Minusy

  • wszystko szybko schodzi
  • mało miejsca w środku

 

O dobry chleb w Warszawie nie łatwo. O taki, wiecie – co przypomina swoją chrupiącą skórką i miękkim środkiem śniadania u babci, gdy jeszcze pochłaniane kromki grubo posmarowane masłem nie budziły żadnych wyrzutów sumienia. Nic zatem dziwnego, że gdy nachodzi człowieka nieodparta potrzeba dostarczenia sobie glutenu, to chciałoby się, by ten gluten, jak już musi być, to był najwyższej jakości, przepyszny, wart grzechu.

Taki też dostaniemy w piekarni Rano na Pradze Północ, niedaleko nowo otwartej stacji Szwedzka drugiej linii metra. W środku metraż raczej niewielki, trzy stoliki na krzyż, widok na część rzemieślniczą, gdzie pracownicy uwijają się jak w ukropie, bo ogonek niecierpliwych klientów czeka na następne wypieki. Wierzcie mi lub nie, ale tutaj miejsce w kolejce rzeczywiście ma znaczenie – może się bowiem okazać, że pani przed wami zgarnie do torby wszystkie pozostałe na blacie ciasta i obejdziecie się smakiem. W Rano solidarność społeczna traci na znaczeniu, tutaj dochodzi do głosu napędzane apetytem prawo dżungli. Jak nie kupisz, to nie wiesz, kiedy następnym razem dostaniesz chleb z owsianką albo ciasto cytrynowe. Lepiej więc brać na zapas. Zjesz sam lub uszczęśliwisz domowników, przyjaciół, współpracowników.

Jadłam stąd chleb pszennożytni (zapachniłam nim cały pokój w pracy, mimo starannego schowania go w dwóch torbach, co by nie rzucić się na niego od razu jak zwierzę, tylko jednak spróbować donieść do domu w całości), rozkosznego bostocka z migdałami (bierzcie i nawet się nie zastanawiajcie), kawałek babki z nieprzyzwoitą ilością czekolady i mięciutkie ciasto drożdżowe. Do popicia poleca się całkiem niezła kawa. Moim marzeniem jest dorwać krzesło przy jednym z wiecznie zajętych stolików i zjeść tutejszy zestaw śniadaniowy, ale na to szansa jest co najwyżej w tygodniu (gdy niestety niespecjalnie jest na to czas). W weekendy za to pamiętajcie o czapce, szaliku i rękawiczkach, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że wszyscy oczekujący do kasy w środku się nie zmieszczą i ogonek zawinie się aż za drzwi lokalu.

Cenowo – trochę hipstersko. Spory chleb (ale długo świeży, jak na dobry produkt przystało) kilkanaście złotych, kawa około dychy, ciastka od kilku do kilkunastu. No ale smacznie, więc warto.

Rano, ul. Stalowa 47, FB

Rano

ładowanie mapy - proszę czekać...

Rano 52.261339, 21.043308 Rano
Co sądzisz? Skomentuj!
Chjena

Chjena Autor

Wątróbkę popijam mlekiem sojowym, o które potrafię pytać w takich miejscach jak Wars czy bufet sądowy. Istnieje niewiele rzeczy, których bym nie zjadła i należą do nich flaczki. W kuchni najważniejszy jest dla mnie pomysł i zaangażowanie, bo pasja to najlepsza przyprawa. Przejawiam nadmierne upodobanie do cekinów i panterki.