Polyester Cafe

Polyester Cafe

4.4

Kuchnia

3.0/10

Obsługa

2.5/10

Wnętrze

6.0/10

Cena/jakość

6.0/10

Plusy

  • Miła lokalizacja, dwa kroki od Rynku Nowego Miasta
  • Ładne obrazy na ścianach

Minusy

  • Słaba oferta
  • Niezainteresowana gośćmi obsługa

 

Ot, bar jak bar. Kiedyś, dawno temu, trafiliśmy do Polyester Cafe późnym wieczorem, kiedy klientów było dużo, muzyka rżnęła, nietrzeźwi goście nawiązywali relacje towarzyskie lub padali na ziemię z hukiem.

Ostatnio wylądowałem tam znów nieco przypadkiem, po prostu po to, by schronić się przed deszczem. No i jest… normalnie, bez szału, bez zachwytu, bez opadnięcia rąk. Na wprost od wejścia efektownie wyeksponowany bar, na barze ściana alkoholi (w menu sporo interesujących drinków, także w wersjach bezalkoholowych) oraz nalewaki – niestety wyłącznie z przemysłowymi produktami na Ż. Z braku laku i lepszego piwa, skusiłem się na „ŻAPĘ”, czyli żywiecką wariację na temat American Pale Ale – bardzo daleką od wzorca stylu, a wręcz od wzorca przyzwoitego piwa, ale jak się nie ma, co się lubi… A moja współtowarzyszka – na lemoniadę. Zamelinowaliśmy się w kącie, na siedzisku z miękkimi poduchami i obserwowaliśmy popołudniowe życie drink baru – klientów polsko- i obcojęzycznych, rozkładającego sprzęt grajka country, interesujące obrazy na ścianach…

Wspomnienia z pierwszej wizyty przed laty mam dość mętne, ale nie wydaje mi się, żeby od tamtego czasu dużo się tu zmieniło. I pewnie nic się już nie zmieni. Generalnie zapewne jest to dobre miejsce, aby późnym wieczorem wpaść na drinka, natomiast nie ma w sobie nic, co specjalnie zachęciłoby mnie do powrotu – poza dość ciekawą estetyką wnętrza jest po prostu bardzo przeciętnie.

ul. Freta 49/51, tel. 733 464 600, FB

Polyester Cafe

ładowanie mapy - proszę czekać...

Polyester Cafe 52.253241, 21.006944 Polyester Cafe
Co sądzisz? Skomentuj!
Pan Tapir

Pan Tapir Autor

100% roślinożerca, przemierza warszawskie szlaki restauracyjne - od squatów po Gault&Millau - w poszukiwaniu nieoczywistych smaków i zaskoczeń. Kiedyś zjadł flaczki. Niecierpliwie czeka na dzień, w którym krakowski Vegab otworzy filię w stolicy.