Okienko na Dobrej

Okienko na Dobrej

7.9

Kuchnia

9.0/10

Obsługa

8.5/10

Wnętrze

5.0/10

Cena/jakość

9.0/10

Plusy

  • Najlepsze frytki z batata, nie bierzcie zwykłych
  • Opcja "ratunkowa" na gastrofazę na Powiślu

Minusy

  • Okienko, więc nie usiądziesz

 

Okienek w Warszawie jest już kilka. A każde z nich ma dwie twarze. W dzień to po prostu zwykłe okienko z frytkami. Magia zaczyna się nocą, kiedy w podróży między jednym wodopojem a drugim nadchodzi gastrofaza. A z nią nie ma żartów. Gwałtowny spadek cukru we krwi i sił w nogach może skończyć się tragicznie. Nic więc dziwnego, że zbawienne Okienka (życia) wyrastają na uczęszczanych imprezowych trasach.

Na jedno z nich natknąłem się któregoś wieczoru przy Dobrej, po skosie od BUW-u, przez ścianę z Mango (nieczynnym już o tej porze). Na linii Powiśle/Solec – Bulwary jest to punkt dość strategiczny. Szczególnie, że choć przy Okienku nie było pusto, to jednak oczywiście bez porównania mniej tłocznie niż nad samą Wisłą. Posilenie się tu przed dalszą wędrówką w jedną lub drugą stronę zdaje się więc znakomitym pomysłem.

Znając już okienkowe (choć z Chłodnej, a nie z Dobrej) frytki z tradycyjnego ziemniaka, tym razem postawiłem na batatowe. Z ostrym sosem. Jezu. Chryste. Ja wiem, że po kilku piwach percepcja smaków się zmienia, ale choćbym przez tydzień pił czystą wodę, nadal byłyby to jedne ze smaczniejszych frytek ever. Zwykłych, choć dobre, więcej nie zamówię. 😉 Niby frytki ot rzecz tak prosta, ale w Okienku magię robią też oczywiście sosy (także w szerokim wyborze wegańskich). Z tej okazji okolicznościowy suchar: na Dobrej robią dobrze. Jeśli kiedyś „w trasie” złapie Was głód (lub w bulwarowych miejscówkach kolejka po jedzenie będzie liczyć 666 osób), pamiętajcie o poczciwym Okienku.

ul. Dobra 53, FB
Okienko na Dobrej

ładowanie mapy - proszę czekać...

Okienko na Dobrej 52.241772, 21.024627 Okienko na Dobrej
Co sądzisz? Skomentuj!
Pan Tapir

Pan Tapir Autor

100% roślinożerca, przemierza warszawskie szlaki restauracyjne - od squatów po Gault&Millau - w poszukiwaniu nieoczywistych smaków i zaskoczeń. Kiedyś zjadł flaczki. Niecierpliwie czeka na dzień, w którym krakowski Vegab otworzy filię w stolicy.