Mokolove

Mokolove

8.4

Kuchnia

8.0/10

Obsługa

9.0/10

Wnętrze

8.0/10

Cena/jakość

8.5/10

Plusy

  • piękny ogród
  • duża, zadbana przestrzeń
  • przemiła obsługa
  • wiśnie w winie!!!

 

O Mokolove zrobiło się głośno w ubiegłe wakacje, tuż po ich otwarciu na mokotowskiej ulicy Różanej. Akurat zdążyli wbić się w ciepły sezon ogródkowy, a pochwalić się mogą pięknym terenem zielonym, w którym cudownie musi się spędzać letnie wieczory czy słoneczne weekendowe popołudnia. Dodatkowo na kuchni szefuje Łukasz Pacewicz, czyli były sous chef Nolity. Mokolove dość szybko zapełniło się gośćmi i w ramach promocji wzięli udział w wiosennej edycji Restaurant Week. Znacie koncepcję – rezerwujecie stolik wybranej restauracji za 49 zł, przychodzicie w umówionym czasie i dostajecie trzy dania festiwalowe (zupę/przystawkę, główne i deser). Po kilku latach Restaurant Weeka w Polsce większość knajp już umie wykorzystać jego marketingowy potencjał, inne wciąż jeszcze traktują go jako okazję do opchnięcia ludziom trochę droższych lunchy. Powiem Wam dziś, jak jest w Mokolove.

Czym jestem absolutnie ujęta to tym, że na Restaurant Week w Mokolove nie dostaniecie trzech dań, ale ze dwa razy więcej. Okej, rozumiem, że amus bouche, pieczywo i masło oraz intermezzo przed deserem nie zwiększają zanadto kaloryczności posiłku, jednak są przemiłym gestem ze strony restauracji i świetnie dopełniają całe menu. Amuse bouche jest codziennie inne, w zależności od składników na których aktualnie pracuje kuchnia – nam trafił się świeżutki tatar z łososia, pyszny na rozpoczęcie wieczoru. Później pozostaliśmy przy rybie, bo na stół wjechał krem z białych warzyw mocno podwędzony za sprawą kawałków ryby i oliwy. Chowder był odpowiednio esencjonalny, rozkosznie wręcz aksamitny. Na główne jest do wyboru polędwicę z dorsza lub duszoną jagnięcinę. Obie wersje godne polecenia, bo przygotowane z prawdziwą dbałością o produkt (mięsa miękkie i soczyste), świetnie też dobrane dodatki – jagnięcinie towarzyszy m.in. skorzonera (znana także pod wspaniałą nazwą wężymord), a dorszowi buraczane gnocchi zatopione w cudnie maślanym sosie. Tu nastąpił mały oddech w postaci słodko-kwaśnego sorbetu mango/marakuja, w ramach przygotowania do deseru. Na zakończenie wieczoru zaś sernik na białej czekoladzie z wiśniami marynowanymi w winie, ale co to za wiśnie! Gdybym dorwała się do słoja, w którym je przechowują, pewnie zmiotłabym cały przy jednym posiedzeniu. Ponoć wiśnie są przez szefa słodkości pieczołowicie chowane przed resztą obsługi, bo inaczej dla gości niewiele by ich zostało. Dorzucenie ich do konkretnego, dość ciężkiego sernika było strzałem w dziesiątkę.

Nie sposób nie wspomnieć o przesympatycznej ekipie pracującej w Mokolove. Trafiliśmy na przemiłą i wyluzowaną panią kelnerkę, która nie tracąc nic z profesjonalizmu i elegancji, wprowadziła naprawdę domową i przyjemną atmosferę. Widać, że cała obsługa dobrze się czuje w tym miejscu i naprawdę z chęcią zajmuje się gośćmi.

Dodam tylko, że poza ogródkiem (niestety jeszcze nieczynnym, ale obserwujcie bacznie fanpage, bo otwarcie powinno być na dniach!) w Mokolove jest bardzo dużo przestrzeni, i to sprytnie podzielonych na kilka sal. Wszelkie imprezy zamknięte, komunie, chrzciny, obiady rodzinne, kolacje firmowe mile widziane. Zwykłe, casualowe spotkania przyjaciół też. Ja póki co polecam menu Restaurant Weekowe (te same potrawy są w regularnym menu, więc warto ich spróbować w promocyjnej cenie), ale taki stek z kalmara czy zupa z kaczki kuszą na następny raz.

 

ul. Różana 14, tel. 530 446 677, WWW

MokoLove

ładowanie mapy - proszę czekać...

MokoLove 52.203203, 21.020107 MokoLove
Co sądzisz? Skomentuj!
Chjena

Chjena Autor

Wątróbkę popijam mlekiem sojowym, o które potrafię pytać w takich miejscach jak Wars czy bufet sądowy. Istnieje niewiele rzeczy, których bym nie zjadła i należą do nich flaczki. W kuchni najważniejszy jest dla mnie pomysł i zaangażowanie, bo pasja to najlepsza przyprawa. Przejawiam nadmierne upodobanie do cekinów i panterki.