Dary Natury – Pijalnia Ziół

Dary Natury - Pijalnia Ziół

8.4

Kuchnia

8.5/10

Obsługa

8.0/10

Wnętrze

8.0/10

Cena/jakość

9.0/10

Plusy

  • bardzo autentyczne miejsce
  • lokalne produkty wysokiej jakości
  • kuchnia od serca
  • przystępne ceny

Minusy

  • przez połączenie ze sklepem mało intymnie

 

O istnieniu tego miejsca dowiedziałam się z bloga jednej z moich ulubionych kobiet polskiej blogosfery – Basi Stareckiej. Gdyby nie jej wpis, pewnie nadal mijałabym Pijalnię Ziół bez większej uwagi, lecąc bezwiednie niczym ćma barowa do znajdującej się za rogiem Charlotte. Aż dziw, że lokal promujący naturalne dobroci prosto z polskich pól i łąk ulokował się na trasie zbawixowej, ale to w sumie dobrze – nie każdy w tych okolicach musi mieć ochotę na karafkę wina i omelette du fromage. A na Mokotowskiej czeka nas podlaska idylla, z prostymi przekąskami, deserami od serca i dzbankiem leczniczych naparów. W celu zgłębienia idei i historii Pijalni odsyłam do rzeczonego postu u Nakarmionej Stareckiej, bo lepiej takie opowieści czytać u źródła, a ja tymczasem skupiam się na tym, gdzie byłam, co dobrego jadłam i piłam.

Od razu powiem, że to adres łączący sklep z produktami bio/eko i lokal gastronomiczny. Z założenia zatem kręcących się po nim klientów będzie sporo, więc to raczej nie najlepszy pomysł na wyjątkowo intymne spotkania czy pierwsze randki. Za to na śniadanie solo z gazetą, szybkie ciacho do zakupów do domu czy kawę z koleżanką nada się jak najbardziej.

Bardzo przemawia do mnie oferta serwowana „na miejscu”. Do wyboru mamy czyste zioła, ziołowe mieszanki lub lecznicze herbatki. Można kierować się egzotyczną nazwą pędów, o których słyszymy pierwszy raz w życiu (na przykład taki gojnik), zdecydować się na coś znanego i swojskiego (pokrzywa) lub wybrać napój pod kątem dolegliwości (w menu chociażby kompozycja ziołowa „dla nerwusów”). Każde ziółko jest traktowane z należytym szacunkiem i powagą, parzone w sposób najbardziej optymalny dla jego właściwości. Jednocześnie w Pijani dbają o estetykę podania, a takie akcenty jak maleńkie filiżaneczki z delikatnego szkiełka, grubo ciosane drewniane deski, na których wydają zamówienie czy sprytny dżings do czajniczka zapobiegający wylewaniu się fusów do kubka naprawdę cieszą.

Dla tych, co z różnych powodów stronią od kawy, mam dobrą wiadomość – w Pijalni Ziół dostaniecie kilka rodzajów kawy alternatywnej, parzonej z żołędzi, topinamburu czy konopi. Jeśli nie możecie się zdecydować na jedną z nich, możecie zamówić set degustacyjny za 14 zł. Super sprawa!

Nie mniejszą uwagą należy obdarzyć część jedzeniową. Nie nastawiałabym się tu na wielkie obiady, ale na smaczne przekąski i lekkie kolacje. Z taką myślą można śmiało uderzać w idealnie wilgotny pasztet soczewicowy ze śliwką czy zapiekankę warzywną na bazie selera. Wszystko świeże, smaczne, z sercem, odpowiednio przybrane surówkami (samo zdrowie!), w cenach kilkunastozłotowych. Dania są głównie wegetariańskie i wegańskie.

Z drugiej witrynki uśmiecha się do dodatkowego miejsca w żołądku sekcja słodkości, a w związku z tym trzeba sobie pofolgować – jest tarta z nagietkiem, ciasto różane, deser z pokrzywy, chlebek cytrynowy (na który bardzo namawiała mnie inna klientka mówiąc, że przychodzi tutaj specjalnie dla niego – solennie obiecuję, że następnym razem sprawdzę tę rekomendację!) – kawałki nieidealnie równe, widać, że przygotowywane ręcznie, z sercem, za to posypane pięknie płatkami suszonych kwiatów. Nad tym wszystkim króluje dumnie podlaski przysmak – śmietankowy marcinek, a właściwie już Marcin, bo wielkością zawstydza niejedno napompowane ciasto z sieciowych kawiarni. Na marcinku się skupię, bo na niego ostatecznie padł wybór (radzę brać na pół – porcja jest olbrzymia) i muszę przyznać, że zdecydowanie przebił tego, którego ostatnio jadłam w najbardziej znanej cukierni w Augustowie. Marcinek z Mokotowskiej zachwyca lekkim, świeżym kremem, ale przede wszystkim arcydelikatną strukturą niezliczonych warstw ciasta. Nie ma w nim nic z przaśności, którą potrafią prezentować ciężkie, śmietanowe torty. Ten marcinek to klasa! Ceny deserów wahają się od 5 złotych za kruche, pojedyncze ciasteczka a kończą na 15 zł za kawał Marcina.

W lokalu panuje samoobsługa (pewnie ze względu na koncept połączenia go ze sklepem), ale obsługa jest sprawna i uśmiechnięta, ma też wiedzę o oferowanych produktach, co przy tak specyficznym menu ma duże znaczenie.

Fajne miejsce, bardzo autentyczne w całym szeregu wszystkich innych, które pretendują do bycia lokalnymi, bio i zero waste, a potem wciskają klientom wyprodukowane w Hiszpanii konserwy rybne jeszcze w puszce. Tu można się wyciszyć, zbliżyć do natury, skryć wśród suszonych ziół i nieoszlifowanych drewnianych stolików. Wszystkim spragnionym naturalnego azylu – serdecznie polecam.

ul. Mokotowska 19, 508 373 383, strona www

Dary Natury - Pijalnia Ziół

ładowanie mapy - proszę czekać...

Dary Natury - Pijalnia Ziół 52.220375, 21.018045 Dary Natury - Pijalnia Ziół

 

Co sądzisz? Skomentuj!
Chjena

Chjena Autor

Wątróbkę popijam mlekiem sojowym, o które potrafię pytać w takich miejscach jak Wars czy bufet sądowy. Istnieje niewiele rzeczy, których bym nie zjadła i należą do nich flaczki. W kuchni najważniejszy jest dla mnie pomysł i zaangażowanie, bo pasja to najlepsza przyprawa. Przejawiam nadmierne upodobanie do cekinów i panterki.