Chmielarnia (Twarda)

Chmielarnia (Twarda)

7.6

Kuchnia

8.0/10

Obsługa

7.5/10

Wnętrze

7.0/10

Cena/jakość

8.0/10

Plusy

  • Duży wybór piw
  • Swobodna atmosfera
  • Bardzo dobra kuchnia tajska i nepalska
  • Opcje wegańskie

Minusy

  • Piwnica nie powala klimatem

 

Lat temu większe kilkanaście bywałem częstym gościem w pubie „Big Fish”, zwanym też „Wędkarzem”. Bynajmniej nie z powodu wędkarskich inklinacji, a ze względów towarzysko-muzycznych. Mówiąc wprost – senny w dzień pub wieczorami stawał się najbardziej metalową speluną w mieście. Głęboka piwnica, siwo od dymu, ogromny wybór piw, zbyt mało dostępna toaleta (za drugą służył śmietnik na powierzchni), Iron Maiden z głośników i dekoracyjne ususzone wędkarskie okazy na ścianach. Dlaczego o tym piszę? Bo przez kilkanaście sekund podobnej reminiscencji doznałem wchodząc do Chmielarni przy Twardej. Pub mieści się bowiem w piwnicy budynku Polskiego Związku Wędkarskiego, a foyer tegoż wygląda… bardzo wędkarsko. Boazeria z lat 70., sklep z przynętami, tabliczka prowadząca do redakcji „Wiadomości Wędkarskich”… „Mój stary to fanatyk…” chciałoby się zacząć, ale na szczęście po minięciu strażniczego „kiosku” i zejściu schodami do piwnicy klimat zmienia się diametralnie.

Wprawdzie nie można powiedzieć, żeby Chmielarnia była najbardziej „klimatycznym” miejscem, w jakim zdarzyło mi się pić piwo, ale przynajmniej nie ma tu boazerii. Jest natomiast obsługa kelnerska (na różnym poziomie – pierwsza obsługująca nas dziewczyna była nieco zdezorientowana, druga natomiast radziła sobie znakomicie), dania kuchni tajskiej i nepalskiej (sporo opcji wegetariańskich i możliwość „weganizacji” większości z nich – warto jednak dopytać!) oraz – oczywiście – szeroki wybór piw z kranu (16 nalewaków) i butelkowych.

Piwniczna sala jest średniej wielkości, na pierwszy rzut oka dość spora, ale w tygodniu ok. 18:00 trudno tu znaleźć wolne miejsca, warto więc rezerwować stolik. Konstrukcja podziemnego pomieszczenia sprawia, że lokal jest poniekąd dwupoziomowy – przy wejściu jest wyżej, zaś poprzecinana filarami główna część sali znajduje się o kilka stopni w dół. O ile nie przesadzi się z nalewanym tutaj zacnym piwem, nie powinno to jednak stanowić dla nikogo problemu. Jeśli to lubicie – w dni meczowe odpalane są telewizory. Jeśli za tym nie przepadacie – w gwarnym pubie na szczęście zbytnio to nie przeszkadza.

O piwach rozpisywać się nie będę – każdy kto zna specyfikę multitapów wie, że na szesnastu kranach zdecydowanie da się wybrać, a leją się tu produkty Zakładowego, Piwnego Podziemia, Trzech Kumpli itd. – obciachu zdecydowanie nie ma. Bezalkoholowo można też wypić np. aromatyczną indyjską herbatę. Przejdźmy więc do jedzenia – tak jak wspominałem, pierwszą obsługującą nas kelnerkę pytania o szczegóły dań (a w szczególności – o obecność składników odzwierzęcych i ew. możliwość „weganizacji”) nieco skonsternowały, ale na szczęście jej koleżanka była znakomicie zorientowana. Okazało się, że prawie wszystko co wegetariańskie (a jest tego w karcie sporo) można przyrządzić w wersji w 100% roślinnej. Pozostaje pytanie natury raczej filozoficznej – czy dania nepalskie i tajskie pasują do rzemieślniczych piw? Moim zdaniem – jak najbardziej, choć teoretycznie nie są to przekąski pierwszego wyboru, to azjatyckie smaki doskonale komponowały się z potrójnie nachmieloną ipą. Chociaż – nie wiem, czy to kwestia indywidualnego podejścia (jak chcą bez mięsa, to może nie chcą za ostro), ale tutejsze „wielopapryczkowe” (wg menu) dania nie są wcale przesadnie ostre.

Podsumowując – Chmielarnia jest bardzo w porządku, mimo obecności obsługi kelnerskiej pozostaje miejscem o niezobowiązującym charakterze. Propozycje kuchenne mogą zaskakiwać, biorąc pod uwagę, że jesteśmy w pubie, ale azjatyckie pozycje pasują do craftów zaskakująco dobrze. Pamiętajcie tylko o zarezerwowaniu stolika!

ul. Twarda 42, tel. 669 570 000, WWW

Chmielarnia (Twarda)

ładowanie mapy - proszę czekać...

Chmielarnia (Twarda) 52.231089, 20.995524 Chmielarnia (Twarda)
Co sądzisz? Skomentuj!
Pan Tapir

Pan Tapir Autor

100% roślinożerca, przemierza warszawskie szlaki restauracyjne - od squatów po Gault&Millau - w poszukiwaniu nieoczywistych smaków i zaskoczeń. Kiedyś zjadł flaczki. Niecierpliwie czeka na dzień, w którym krakowski Vegab otworzy filię w stolicy.