Cafe Bar Havana

Cafe Bar Havana

8.6

Kuchnia

9.0/10

Obsługa

8.5/10

Wnętrze

9.0/10

Cena/jakość

8.0/10

Plusy

  • Właściwy lokal we właściwym wnętrzu
  • Odważna i smaczna oferta kulinarna
  • Taras

Minusy

  • Nożyk do pizzy jest niewygodny, wolałbym dostać pokrojony placek

 

Havana mniej więcej rok temu rozgościła się w pokaźnej sali w żoliborskim „Merkurym”. Miejsce to ikoniczne, jeden z symboli Żoliborza (tych fajniejszych), a lokal o tej nazwie mieścił się tam od samego początku. Przez minione 30 lat bywało różnie, w szczególności ostatnich kilka nie było chyba dla tego miejsca szczęśliwe (restauracje zmieniały się tu jak w kalejdoskopie), aż wreszcie historia zatoczyła koło, a na taras Merkurego znów chodzi się do Cafe Baru Havana.

Z szacunkiem do lat minionych (świetny wystrój, raczej kawiarniany niż restauracyjny charakter), ale i z duchem czasów (nowoczesna i kreatywna kuchnia wege i vegan, piwa rzemieślnicze, kawy alternatywne), a przy tym na bardzo dużym luzie (obsługa zdecydowanie nie jest „sztywna” i formalna – choć to już kwestia gustu, dla niektórych ten luz może być zbyt duży;)), Havana świetnie kontynuuje i rozwija gastronomiczny charakter okolicy (jeśli znacie „Jaskółkę” albo „Ósmą Kolonię”, to wiecie, o co chodzi). Nic więc dziwnego, że wieczorami i w weekendy większość miejsc (szczególnie na tarasie) jest zajęta – i nie wynika to tylko z koronawirusowego szerszego rozstawienia stolików w głównej sali. Podobno warto rezerwować.

Wspominałem o kreatywnej kuchni. Po długim spacerze zajrzeliśmy tu na kolację. Szeroki wybór dań wegańskich przyciąga jak magnes, a my podczas tej wizyty zdecydowaliśmy się pójść w pizzę. Konkretnie w sicilianę (z sosem pomidorowym, kaparami, oliwkami, oregano i czosnkiem) oraz w nieco awangardową pizzę „shimeji i brązowa pieczarka” – gdzie grzybów shimeji było sporo, pieczarki mało, a dymka, papryczki i kolendra dodawały (nie za dużo, bo pizza była raczej łagodna) charakteru. Pewnym zaskoczeniem było dla mnie to, że grzybowa pizza nie zawierała sosu, powiedziałbym więc, że było to coś w pół drogi między pizzą, focaccią i bliżej nieokreślonym daniem kuchni japońskiej. Miks odważny, ale… udany! Siciliana też była bardzo w porządku, no ale tu nie było aż takiego zaskoczenia kreatywnością. Poważnie rozważam spróbowanie podczas następnej wizyty pizzy bardzo „polskiej” w charakterze – z młodymi ziemniaczkami, ogórkiem małosolnym i koperkiem. Choć dysonans poznawczy może być tu już zbyt duży. W gorący wieczór wieczór dobrym akompaniamentem do takiego pizzowego fusion była cascara na lodzie. Jak szaleć to szaleć.🙂

Starą-nową Havanę zdecydowanie warto odwiedzić. Dla oryginalnych smaków, szerokiego wyboru napojów (także – co nie jest aż tak oczywiste w większości lokali – wegańskich win), czy po prostu charakteru wnętrza. Nawet jeśli nie uda Wam się usiąść na tarasie, nie przejmujcie się – sala też ma świetny klimat, wzmagany przez oldskulowe wiatraki pod sufitem.

AKTUALIZACJA: Wkręciłem się w tę Havanę i w ostatnim czasie byłem tam kolejne dwa razy – ponownie i ponownie było bardzo fajnie. Raz – wieczorową porą – w konwencji piwnej, a kolejna wizyta znów miała charakter jedzeniowy. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami skusiłem się na pizzę ziemniaczano-ogórkowo-koperkową. I powiem Wam, że choć to na pozór strasznie chory pomysł, to działa re-we-la-cyj-nie!

AKTUALIZACJA: Cholera, chyba „zamieszkałem” w Havanie. 😀 Kolejne wizyty tylko wzmocniły dobre wrażenie, a menu nieznacznie, ale zmienia się z czasem, więc nie ma nudy. Jeszcze raz gorrrąco polecam!

ul. Słowackiego 16/18 („Merkury”), tel. 507 860 748, FB
Cafe Bar Havana

ładowanie mapy - proszę czekać...

Cafe Bar Havana 52.270196, 20.982406 Cafe Bar Havana
Co sądzisz? Skomentuj!
Pan Tapir

Pan Tapir Autor

100% roślinożerca, przemierza warszawskie szlaki restauracyjne - od squatów po Gault&Millau - w poszukiwaniu nieoczywistych smaków i zaskoczeń. Kiedyś zjadł flaczki. Niecierpliwie czeka na dzień, w którym krakowski Vegab otworzy filię w stolicy.