Banjaluka

Banjaluka

5.6

Kuchnia

8.0/10

Obsługa

1.0/10

Wnętrze

7.0/10

Cena/jakość

6.5/10

Plusy

  • Sympatyczny ogródek
  • Darmowa woda
  • Smaczne jedzenie

Minusy

  • Najgorsza obsługa w mieście

 

Banjaluka od lat radzi sobie wybornie, ludzi zawsze tam dużo, a swobodna wariacja na temat kuchni bałkańskiej (z bliskowschodnią nutką) wydaje się trafiać w kulinarne gusta warszawiaków. Osobiście nigdy nie byłym specjalnie zainteresowany tym lokalem z uwagi na znikomą ofertę dla „niemięsnych” – kilka pozycji wegetariańskich i – jakby bardzo się postarać i trochę pozmieniać – jedna wegańska. I nawet trochę mi było z tego powodu smutno, bo lokalizacja sympatyczna, bo ogródek ładny, bo lunche serwują, a Bašnia regularnie mówi, że bardzo smaczne. Dziś trafiła mi się jednak okazja, aby pójść do Banjaluki po raz pierwszy. I ostatni.

Zacznę od jedzenia – jak wspomniałem, w karcie praktycznie nic dla siebie nie znalazłem, ale akurat dziś okazało się (choć sprawdzenie tego wymagało dłuższej „pracy” z kelnerem, ale o tym zaraz), że lunch istnieje w opcji wegańskiej. Zjadłem więc fajnie doprawioną zupę-krem z pomidora i naprawdę smaczny (acz odrobinę zbyt tłusty) makaron z cukinią, pomidorami, rucolą i kaparkami. Oba dania smaczne, ładnie podane, porcja lunchowa w sam raz, biorąc pod uwagę uczciwą cenę – super. I zawsze plus za darmową wodę.

A dlaczego nie zamierzam czekać na kolejną wegańską okazję w Banjaluce? Otóż dlatego, że tak złej obsługi ze świecą szukać. Zaczęło się od stolika. Wskazany nam przez kelnera okazał się przesadnie nasłoneczniony, przesiedliśmy się więc w bardziej cieniste miejsce. Obsługujący ten sektor pan (Marcin – według danych z paragonu) rzucił tylko, że „stolik nie jest przetarty”. Przyzwyczaiłem się raczej do formy: „Zaraz przetrę stolik”, za którą idą czyny. W tym wypadku nie poszły. To znaczy ostatecznie kelner zjawił się ze ściereczką, ale było to mniej więcej pół godziny później, kiedy dostaliśmy już zupy. W międzyczasie mogłem popodziwiać przyklejony do stolika kręcony włos oraz daremne wysiłki małego robaczka, wędrującego po blacie, wśród rozsypanego ryżu. Wróćmy jednak te pół godziny (albo i więcej) wstecz. Fakt, że w porze lunchu większość stolików w ogródku była zajęta. Ale jednak nie było przesadnego tłumu, a kelnerów kilku. Nasz był jednak wyjątkowo pechowy – miałem wrażenie, że robi wszystko, żeby nie przyjąć zamówienia. W końcu jednak łaskawie przyszedł. Nie wchodząc przesadnie w szczegóły (bo czytanie tej recenzji trwałoby trzy godziny) mieliśmy festiwal fochów, nieporozumień, kręcenia oczami, zwieńczony pomyleniem zamówionych dań. Dla uważnego czytelnika nie będzie zaskoczeniem, że pomyłka nie zakończyła się przeprosinami. Wręcz przeciwnie – kelner szedł w zaparte, że przyniósł to, co zostało zamówione. A ja nie bardzo chwytam, jak „dwa razy spaghetti” można zrozumieć jako „spaghetti i karmazyn”. Oczywiście przyniesienie następnego spaghetti trwało kolejne długie minuty, a jeszcze jedna szansa na choćby bąknięcie przeprosin, została zaprzepaszczona. Aha, dopiero na etapie doniesienia właściwej potrawy, otrzymaliśmy wodę, o którą poprosiliśmy na samym początku.

Ja wiem, że można mieć gorszy dzień, być przemęczonym albo nie w sosie. Ale takiego pokazu bezczelności (zwieńczonego brakiem odpowiedzi na „Do widzenia”) jeszcze w życiu nie widziałem, straciłem mnóstwo czasu i nerwów, więc choć jedzenie dobre, woda darmowa, ogródek uroczy, więcej do Banjaluki się nie wybiorę, choćby mnie tam ktoś zapraszał na darmową wegańską ucztę. I nikomu nie życzę, aby trafił na „mojego” kelnera.

ul. Szkolna 2/4, tel. 22 828 10 60, WWW

Banjaluka

ładowanie mapy - proszę czekać...

Banjaluka 52.236122, 21.009686 Banjaluka
Co sądzisz? Skomentuj!
Pan Tapir

Pan Tapir Autor

100% roślinożerca, przemierza warszawskie szlaki restauracyjne - od squatów po Gault&Millau - w poszukiwaniu nieoczywistych smaków i zaskoczeń. Kiedyś zjadł flaczki. Niecierpliwie czeka na dzień, w którym krakowski Vegab otworzy filię w stolicy.