Bangkok Soi

Bangkok Soi

8.4

Kuchnia

8.5/10

Obsługa

9.0/10

Wnętrze

7.5/10

Cena/jakość

8.5/10

Plusy

  • ostre i aromatyczne!
  • krótka, konkretna karta

Minusy

  • troszkę barowy wystrój

 

Mamy nowe tajskie na mapie Warszawy – tym razem w rejonie tajskiej pustyni, jaką są pawilony na alei Jana Pawła II. Ponoć pospolitej chińszczyzny jest tu dostatek, ale z ostrym, aromatycznym tajskim jedzeniem już gorzej. By zapełnić tę pustkę, pod numer 50 wprowadziła się zatem ekipa znana z kulinarnych dokonań koreańskich (KoreaTown, Miss Kimchi) i marokańskich (Tagine). Wystrój to nic zobowiązującego, parę fajnych egzotycznych elementów, ale raczej jest prosto i bez nadęcia. Nie wkładajcie więc marynarek, a ewentualne rękawy podwińcie tak wysoko jak tylko się da, bo uwierzcie – przy tych potrawach można się nieźle spocić.

Pierwsza wskazówka – nie bierzcie sałatki z zielonej papai (31 zł) jako klasycznego, sałatkowego dania, generalnie nie bierzcie jej w pojedynkę. Niepozorne, cieniutkie paseczki są tak doprawione, byście zeszli do najgłębszych kręgów piekielnych. Na brzegu talerza leży głąb kapusty, do pogryzienia, co by ukoić zszargane kubki smakowe (działa!). Komu niestraszne papryczki, zamawiajcie na spółkę na przegryzkę. Nieco niższy poziom ostrości, ale wciąż obiektywnie morderczy, prezentuje suche curry (29 zł). Ponoć w Warszawie nie jest dostępne w żadnym innym lokalu, i o tyle wierzę, że faktycznie widziałam to cudo na oczy po raz pierwszy. Mnogość tajskich aromatów, niezłagodzona charakterystycznym smakiem mleka kokosowego – raz, proszę! Dry curry akurat jest z wieprzowiną, dla amatorów wołowiny jest massaman (31 zł), a kurczaka (27 zł obie wersje) – czerwone (ostre) i żółte (to już absolutnie delikatne głaskanie kubków smakowych, w porównaniu z poprzednikami). W curry nie pływa przegląd mieszanych warzyw mrożonych, właściwie to same konkrety – mleko kokosowe, wkładka mięsna i przyprawy.

Próbowaliśmy jeszcze kurczaka z tajską bazylią (26 zł) i tutaj też żadnej ściemy, ale przyznam szczerze – moje kubki smakowe były już tak wypalone, że mało co poczułam. Ewidentnie nie da się tutaj zjeść za dużo, albo ja jestem mniej odporna na natężenie ostrości, niż zawsze mi się wydawało. Widzę już jednak, jak do Bangkok Soi walą drzwiami i oknami tłumy ludzi podpisujących w innych lokalach oświadczenia, że zgadzają się na „sos nr 7” i nie będą mieć wobec knajpy żadnych roszczeń odszkodowawczych po jego spróbowaniu. Mniejszym hardkorom polecam satysfakcjonujące, delikatne żółte curry. 🙂

al. Jana Pawła II 50, 509 467 062, FB

Bangkok Soi

ładowanie mapy - proszę czekać...

Bangkok Soi 52.243812, 20.992556 Bangkok Soi
Co sądzisz? Skomentuj!
Chjena

Chjena Autor

Wątróbkę popijam mlekiem sojowym, o które potrafię pytać w takich miejscach jak Wars czy bufet sądowy. Istnieje niewiele rzeczy, których bym nie zjadła i należą do nich flaczki. W kuchni najważniejszy jest dla mnie pomysł i zaangażowanie, bo pasja to najlepsza przyprawa. Przejawiam nadmierne upodobanie do cekinów i panterki.